Spacer z psem - sielanka czy trauma?

Czy spacer z psem to stres czy sielanka? Czy bywa przyjemny? A może zawsze jest stresujący. Dziś będzie o tym dlaczego spacer z psem to nie zawsze jest sielanka i co można zrobić, żeby zamienić go w przyjemne doświadczenie.


No więc spacer z psem...
Na leśnych ścieżkach jesień utkała dywany z kolorowych liści, niebo wygląda jak wycięte z płócien starych mistrzów. Ciemne obłoki, mgły i ozłocone chmury zasnuwają tło wszystkimi odcieniami błękitów, szarości i złota. Miedziany blask jesiennego słońca rzuca długie, ciepłe cienie na cudowne okoliczności przyrody, a Ty idziesz niespieszne delektując się pięknem krajobrazu. Obok Ciebie biegnie grzecznie czysty i pachnący pies, nie spuszczając Cię z oczu, nie włażąc ani na chwilę w żadne krzaki i dużym łukiem omijając kałuże. Biegnie tuż przy nodze, niczego nie wącha i za niczym nie goni. W pysku niesie ukochaną zabawkę i wiadomo, że nic więcej w pysk nie weźmie. Zaraz po wyjściu z domu robi grzecznie kupkę i siku, w miejscu do tego przeznaczonym, a ty sprzątając po nim zauważasz, że jego odchody maja idealną, łatwo-zbieralną konsystencję i pachną lawendą... Po jakimś czasie spotykacie innych spacerowiczów, również z psami. Od razu się zaprzyjaźniacie, Wasze psy również. Patrzycie z zachwytem jak pięknie się bawią, nie oddalając od was na więcej niż 5 kroków. Po zabawie wołasz psa a on natychmiast przybiega. Zapinasz go na smycz i wracacie do domu - oczywiście pies tuż przy Twojej nodze, nie ciągnie, nie wyrywa się, nie szczeka na autobus, nie próbuje gonić rowerzysty... Taki cudowny sielankowy spacer i to co najmniej trzy razy każdego dnia...

Tiaaa... Poproszę w komentarzach kto tak ma. Bo na moje oko takie spacery istnieją tylko w głowach tych, którzy nigdy nie mięli psa!

A my, psiarze wiemy, że spacer z psem to rzadko jest sielanka. Żeby był udany (przy czym dla psiarza "udany" to znaczy "bez żadnej sytuacji kryzysowej ani totalnej wtopy"), musimy mieć wzrok lepszy niż terminator, widzieć na odległość kilometra, w podczerwieni, między drzewami i w ciemności, musimy umieć ocenić skład chemiczny kałuży samą dedukcją i to zanim pies się z niej napije, musimy wiedzieć gdzie w danej okolicy może być najgłębsze błoto świata i umieć je zmyślnie ominąć tak, żeby pies się nie połapał i mieć jeszcze wiele innych super-mocy, bez których spacer z psem zwyczajnie nie może mieć dobrego dla nas finału. Nawet wyjście z psem za róg domu wiąże się z całą gamą niebezpieczeństw i zagrożeń, których przeciętny zjadacz chleba nie jest świadomy. A co dopiero wycieczka do lasu, na łąkę czy nad jezioro...

Żeby nie być gołosłownym wymienię kilka. A więc na przeciętnym spacerze, na przeciętnego właściciela psa czekają takie oto pułapki:

1. KUPA i podkategorie:

A) kupa lisa, zająca, sarny, dzika itp. - można je zjeść albo się w nich wytarzać. Ale zwykle się je zjada. No a wiadomo, że lisy mają listerie, sarny robaczyce serca, dziki nie wiadomo co, a zające owsiki. To znaczy Ty to wiesz, bo Twój pies nawet jak wie to lekceważy!

B) ludzka kupa - kto raz zmywał to z psa ten wie czemu doczekała się osobnej kategorii

C) kupa konia albo krowy - psy uwielbiają się w nich tarzać (czasem też się poczęstują). W ten sposób zamaskowują własny zapach. U psa dominującym zmysłem jest węch. Jest więc pewny, że kiedy tylko nadarzy się możliwość polowania (a skoro są kupy, to powinny być i zwierzęta, więc możliwość polowania jest całkiem prawdopodobna) i on zacznie się czołgać w stronę dajmy na to bizona, cały wytarzany w jego łajnie, to taki bizom pomyśli:

"O jaka wielka kupa czołga się w moją stronę. Wygląda jak pies, skrada się jak pies, błyska kłami jak pies, ale to na pewno nie jest pies, bo pachnie jak kupa. A skoro tak pachnie, to na pewno jest KUPA. A bizony kupy się nie boją. Więc będę tu sobie spokojnie skubał trawę i nie będę podejrzewał, że ta kupa chce mnie zjeść, aż dopóki nie będzie za późno"

D) kupa naszego własnego psa - każdy kto musiał kiedykolwiek posprzątać po swoim psie rzadką sraczkę do za małego woreczka, kto kiedykolwiek musiał zebrać kupę ze środka skrzyżowania kiedy światło zmieniało się już na czerwone, kto sprzątał po psie na ruchliwym, wymuskanym deptaku w reprezentacyjnym punkcie miasta w wakacyjnym szczycie, albo pod kościołem gdzie poszliście cichaczem tylko na chwilkę, bo proboszcz goni, i pies sobie ulżył właśnie kiedy skończyła się msza i wszyscy wyleźli wprost na Ciebie schylonego nad wielkim parującym... Każdy kto niósł worek z kupą przez cały spacer, bo nie było gdzie wyrzucić, każdy kto ufajdał sobie dłoń i dopiero wtedy odkrył, że nie ma chusteczek, oraz każdy komu w krytycznym momencie skończyły się woreczki wie, że kupa własnego psa może być stresująca.

E) brak kupy - Tak, tak, to też! To sytuacja kiedy krążysz i krążysz o 23:30 (albo o 7:30 rano z tym, że dzieci muszą być w szkole na 8:00 i to TY je dziś zawozisz) w koło osiedla, piździ jak na dworcu, a Ty jak ten palant nie wziąłeś czapki, a w kurtce zepsuł się zamek, co zauważyłeś dopiero w windzie... W domu czeka imbryk z gorącą herbatką, ale nie! Ty nie wrócisz, bo Twój pies, hrabia jeden, jeszcze kupki nie walnął! Więc trzeba pokrążyć, aż zrobi. A on akurat ma w głowie co innego, a dokładnie podążanie tropem sików jakiejś suczki w rui! I kupy nie ma i nie ma, a Ty krok za krokiem zamieniasz się w sopel. I zaczynasz zdawać sobie sprawę że tym razem sama herbatka sprawy nie załatwi...

2. PADLINA - bez podkategorii. Każda cuchnie tak samo źle jak się pies w niej wytarza. Niektóre w dodatku są oślizgłe i jakby tłuste (w książce "Trupia farma" wyczytałam, że to zależy od stopnia rozkładu i wilgotności środowiska) co powoduje duże problemy z myciem. O odruchu wymiotnym nie wspomnę...

3. KAŁUŻE. Nie wierzysz, że kałuże mogą być wyzwaniem? No to patrz:


W kałuży można się zmoczyć, wytaplać, umorusać, można ją wychłeptać nabawiając się sraczki która uniemożliwi Eskimosom sen i wyjście do pracy (a jeśli wyjdą i tak, to po powrocie pożałują), a przy odrobinie szczęścia, jak się pies umiejętnie otrzepie to i Eskimosa można kałużą nakarmić nabawiając go straczki...
UWAGA! do kategorii "kałuża" zalicza się, ze względu na funkcję, wszystkie zbiorniki ze śmierdzącą, albo zieloną wodą...

4. INNE PSY - no umówmy się: to że jesteśmy człowiekiem nie znaczy, że musimy lubić wszystkich ludzi. I tak samo nasz pies: to że jest psem nie znaczy, że wśród psów ma samych przyjaciół. Śmiem twierdzić, że to oznacza nawet coś skrajnie przeciwnego: jako drapieżnik nasz pies ocenia każdego innego psa najpierw w kontekście potencjalnych złych zamiarów. Jeśli dodać do tego napiętą smycz i strach właściciela (no bo znowu: to że mamy swojego psa nie musi automatycznie oznaczać że nie boimy się innych psów. Zwłaszcza tych większych, bez właścicieli, albo o nieodgadnionej lub podejrzanej mowie ciała, którą nasz system limbiczny rejestruje bez udziału świadomości i mówi nam o tym w postaci przeczucia, że "coś z tym psem jest nie tak". Więcej o tym przeczytasz tutaj: Tryb reaktywny - jak to działa?).

5. INNI LUDZIE - no tak. Jeśli chodzi o stresujące sytuacje to nikt psiarzowi nie zgotuje takich nerwów jak inni ludzie.  Ile razy usłyszeliście nieprzychylne uwagi, na które nie zasłużyliście? Że tu się psów nie wyprowadza, że trawnik pod balkonem to nie sralnia, że to debilizm trzymać psa w bloku, że szczeka, że warczy, że patrzy i na pewno ma złe zamiary. Że "nie podchodź córeczko bo cię ugryzie"?  A ile razy dorośli lub dzieci bez pytania Cię o zgodę próbowali głaskać lub zaczepiać Twojego psa, a Ty zastanawiałaś się czy pójdziesz do więzienia kiedy zmęczony albo pobudzony pies złapie za rękę któregoś z nachalnych adoratorów? Albo ten wstyd kiedy spotykacie ulicznego "żula" i Twój pies zamiast go obejść łukiem jak sugerujesz, zaczyna z radością, na siłę kopulować z jego nogą? Żul się wydziera, cała ulica patrzy Ty ciągniesz za smycz, a wtedy Twojemu psu zsuwa się obroża... I musisz podejść i jakoś go odciągnąć, choć "żul" ma aromat obezwładniający i grozi Ci pobiciem...

6. INNE ZWIERZĘTA - nie ma chyba psiarza, który kiedyś nie stracił z oczu psa, który poleciał za sarną. Albo za kotem. Albo za bażantem. Nikt tak dobrze jak my nie wie, jakie myśli przelatują wtedy przez głowę i jak uszami tryska adrenalina. Zwłaszcza kiedy się woła a on nie wraca...

7. SAMOCHODY I RUCH ULICZNY - z oczywistych względów

8. MATKI Z WÓZKAMI, RODZICE Z DZIEĆMI, ROWERZYŚCI, ELEKTRYCZNE HULAJNOGI  i inne rzeczy na punkcie których Twój pies ma bzika

9. WARUNKI ATMOSFERYCZNE - każdy kto musiał iść z psem w czasie ulewy, w zimę stulecia, w lato stulecia, wie o czym mówię. Każdy kto ma psa który boi się burzy i się w burzę nie wysika. Każdy kto kiedykolwiek na spacerze zmarzł, zmókł, przegrzał siebie lub psa, spocił się albo poddusił smogiem.

10. DATA KALENDARZOWA - A tak! Bo na przykład spróbuj sprawić, żeby pies załatwił się na wieczornym spacerze w sylwestra... Ja sama bym się przy tych petardach nie załatwiła. Znam psy, które w Sylwestra nie sikają do 24 godzin i kategorycznie odmawiają wyjścia z domu. A to już jest groźne dla ich życia, a więc dla nas bardzo stresujące.

No, to taka przykładowa lista spacerowych stresów. Sam widzisz: wcale nie oszalałeś, że spacer z najlepszym przyjacielem jest dla Ciebie stresujący. To prawda. Spacer JEST stresujący! Myślę, że nie przesadzę jeśli napiszę, że każdy spacer z psem to swego rodzaju SURVIVAL! A więc czy możemy coś zrobić, żeby jednak nie było tak źle? Tak. Jedną rzecz: DOBRZE SIĘ PRZYGOTOWAĆ.

O przygotowaniu mentalnym, treningu przywołania, sekwencji łownej i mowie ciała napisałam już wiele postów, więc dziś chwilowo coś łatwiejszego: napiszę jak się przygotować pod względem wyposażenia. To bardzo ważne. Bo w survivalu nie chodzi o to żeby uniknąć niebezpiecznych sytuacji, ale żeby być na nie przygotowanym i sobie z nimi poradzić kiedy się zdarzą. I każdy survivalowiec powie Ci, że najważniejsze to mieć właściwe wyposażenie!

A ponieważ spacery z moimi psami to też jest survival, więc i ja, zbierając doświadczenia latami, wypracowałam "pakiet survivalowca", czyli rzeczy, które zabieram na każdy spacer, zawsze, bez względu na to czy jedziemy do lasu czy nad jezioro, czy na psią łączkę, i dzięki temu cokolwiek się dzieje, umiem sobie z tym poradzić. A od dziś Ty też będziesz mógł sobie taki pakiet skompletować, bo podzielę się z Tobą wiedzą tajemną. Na marginesie dodam, że to nie jest post sponsorowany, każdą z rzeczy kupiłam za własne ciężko zarobione złotóweczki, przetestowałam i polecam z czystej dobroci, a nie dlatego, że ktoś mi za to płaci. Jak więc się przygotować?

I. TY:
 - Nigdy, nawet przy najkrótszym spacerze, nie bagatelizuj pogody. Bo wiadomo że z psem, najkrótszy spacer może łatwo stać się najdłuższy, jak np. się okaże, że musisz go pół dnia szukać po osiedlu. Ubierz się właściwie nawet jak wychodzisz na chwilę. Nie rezygnuj z czapki, po przyklapią Ci włosy, ani z szalika bo to tylko na chwilę. W zimie pamiętaj o rękawiczkach. Przecież nie schowasz ręki do kieszeni, jak będziesz trzymał w niej smycz. Ubierz się adekwatnie, nawet jeśli będzie to trwało minutę dłużej. Dobrym pomysłem jest dedykowana zimowa i letnia "psia" kurtka, którą ubierasz tylko na spacery z czworonogiem i nie przejmujesz się tym, żeby jej nie wybrudzić czy nie przemoczyć.
- Miej sprawdzone, bardzo wygodne buty na zimę i na lato i używaj ich tylko na spacery z psem. Mogą to być buty sportowe albo do górskich wędrówek. Jeśli przeznaczysz je specjalnie na spacery z psem nie będzie Ci szkoda jak się ubłocą czy przemokną. I nie będziesz musiał się zastanawiać które obuwie wybrać przed każdym spacerem. Po prostu wkładasz "psie buty" i idziesz. Jeśli chcesz dokup sobie do nich żelową wkładkę. Będzie Ci jeszcze lepiej. Zapomnij o klapkach, szpilkach, balerinkach i innych wynalazkach - jeśli pies Cię w nich pociągnie odrapiesz łokcie.
- Załóż normalne, wygodne, wysokie skarpety, które nie zsuną ci się z pięty w czasie marszu i nie narobią Ci odcisków. 
- Zawsze miej butelkę z piciem, a na dłuższe wypady weź sobie batonik.
- Zawsze miej naładowany telefon.

II. PIES:
- Zawsze powinien mieć przypiętą adresówkę. Nawet więcej niż jedną. Powinieneś też go zaczipować i dbać o to, aby dane w bazach były aktualne. Jeśli Twój pies nie zna jeszcze komendy przywołania możesz wyposażyć go w nadajnik GPS. Będziesz znacznie spokojniejszy nawet jak zniknie Ci z oczu. I pamiętaj, jeśli nie jesteś pewny jego zachowania, lub nie znasz otoczenia, prowadź go na smyczy.
- Pamiętaj o regularnych szczepieniach nie tylko na wściekliznę, ale też na wirusówki. Dzięki temu, nawet jak wyliże coś w trawie, to nie zarazi się parwowirozą. Regularne odrobaczanie z kolei da Ci spokój ducha jeśli chodzi o pasożyty spożyte wraz z kupą (ludzką lub zwierzęcą) a nawet z trawą (psy jedzą trawę żeby oczyścić układ pokarmowy) czy wylizane z ziemi.
- Kup wygodne szelki które nie blokują łopatek umożliwiają wydajny ruch. Jeśli Twój pies ciągnie to warto spróbować pracy na kantarku albo w szelkach typu easywalk. W przypadku kantara zadbaj, żeby mieć drugą smycz przypiętą do szelek. Psy to szelmy i potrafią zdjąć sobie uzdę, żeby pobiec tam gdzie chcą. Z szelkami nie pójdzie im tak łatwo. Pamiętaj, że kolczatka jest narzędziem awersyjnym i może wykształcić wiele niepożądanych zachowań, na przykład agresję smyczową. Jeśli jej używasz zrezygnuj natychmiast. Podobnie, a nawet gorzej jest z obrożą elektryczną - trzeba koniecznie dokładnie zrozumieć w jaki sposób jej używać, żeby nie wykształcić u psa niechcianych zachowań.
- Pamiętaj o długiej, wygodnej i lekkiej smyczy. A przy dłuższych wędrówkach, w samochodzie miej drugą, na wypadek jakby ta się zerwała w czasie spaceru.
- Koniecznie zadbaj o profilaktykę antykleszczową. Wybierz preparat który jest skuteczny w 100%, nawet jeśli jest droższy. Nawet jeden wbity kleszcz może zarazić boreliozą czy OZM, których leczenie jest znacznie bardziej kosztowne niż preparaty antykleszczowe i niestety czasem bywa nieskuteczne, a wtedy Twój pies umrze.
- Zawsze miej ze sobą wodę dla swojego psa. Im chce się pić jak nam. A woda dodatkowo może się przydać np. do przemycia skaleczenia czy zmycia brudu.

III. PLECAK:
Poniżej na zdjęciu mój "pakiet survivalowy" - mieszczący się z luzem w jednym plecaku, który zawsze mam ze sobą na spacerze (jeszcze raz przepraszam za nazwy produktów. Nie jest to kryptoreklama - to po prostu moje rzeczy. Takich używam. Takie mi się sprawdziły. Myślę, że ich producenci nawet nie wiedzą, że ten blog istnieje):



1. Oczywiście wygodny plecaczek najlepiej z kilkoma kieszeniami, które pozwolą Ci pogrupować przedmioty pod kątem wielkości i łatwości ich wydobycia. Mój plecak ma ze 20 lat, firma która na nim widnieje już chyba nie istnieje.
2. a i b Butelka wody DLA PSA i miska. Są teraz nowocześniejsze rozwiązania, ale ja mam dwa psy więc duża butelka mi się sprawdza. Miałam dwie miski silikonowe, były fajniejsze bo się składały, ale nie dało się ich wygodnie postawić na nierównej trawie, i po jakimś czasie gdzieś się zgubiły. Więc ostatecznie pozostaliśmy przy starej dobrej misce plastikowej.
3. a i b Malutki termos na szklankę herbaty i izotonik w opakowaniu z izolacją termiczą. To dla mnie i mojego męża. Na dłuższych spacerach mamy więcej picia i batoniki. Generalnie minimum pół litra na osobę w plecakach i półtora w samochodzie. Czasem więcej.
4. Naturalny preparat na komary, muchy i kleszcze (a teraz doszły jeszcze azjatyckie biedronki). Również głównie dla nas, bo psy mają ochronę w postaci Bravecto. Ten na zdjęciu jest w pełni naturalny i można nim pryskać również psy, co czasem robię dodatkowo jeśli pogoda sprzyja insektom, a czas działania Bravecto się kończy.
5. Nawilżane chusteczki normalne i antyseptyczne.
6. Apteczka. Są w niej plastry z opatrunkiem (często używane na zdrapane piętki. Tak się dzieje jak masz wysokie buty w czasie upałów albo jak skarpeta zjedzie Ci w dół w czasie marszu. Wtedy plastry bardzo się przydają), Octanistept, Tribiotic, gaza, bandaże, nożyczki, chusta ortopedyczna na zwichnięcia i koc termiczny (taki złoty).
7. Bandaż dla psów. Taki który przykleja się warstwa do warstwy i jest wodoodporny. Kupiłam u weterynarza.
8. Lateksowe rękawiczki jednorazowe
9. Dodatkowa paczka plasterków :-)
10. Wiadomo co i wiadomo po co.
11. Jednorazowe ręczniki (takie jak u fryzjera). Świetnie chłoną wodę jeśli trzeba wyprać psa (np. z gówna) w czasie spaceru. Można je kupić na Allegro.
12. To jest słuchawka prysznicowa z pompką, ładowana z zasilacza takiego jak do telefonu. Pompkę wrzuca się do wody, np. do jeziora albo do rzeki, albo nawet do głębszej kałuży i można wygodnie, bez szarpania, wymyć psa z kupy albo padliny. I dzięki temu oto wynalazkowi, psa szoruje się w jeszcze czasie spaceru i do samochodu wskoczy czysty. Albo mniej brudny. Pompka oryginalnie ma jeszcze osłonę, ale nam odpadła w czasie jednego z myć ekstremalnych i założyliśmy po prostu kawałek gąbki na gumce.Ten wynalazek BARDZO polecam. Jest na Allegro i na AliExpress. PS. Przydał się też idealnie do mycia nagrobków. Potrzebne było tylko wiaderko i woda napompowana ze studni na cmentarzu.
13.Rękawica gumowa z wypustkami, dzięki której dużo łatwiej wymyć brud czy błoto z psiej sierści. Jak dla mnie to powinna być jednak dłuższa, bo brudna woda wpływa mi przez mankiet. Ale fakt, że wypustki się sprawdzają. Nie wiem jednak czy nie wrócę do zwykłej szczotki na rączce. Też była OK.
14. Zapasowy pojemnik z workami na kupy. Drugi mamy przypięty do plecaka.
15. Psie smakołyki. Każdy, ale to każdy spacer jest u nas wykorzystywany do treningu przywołania i innych komend. Łączymy przyjemne z pożytecznym, bo uczymy psy i wzmacniamy proteinami na czas wysiłku. To akurat jest suszone mięso z kurczaka które kupuję za 8 zł w Rossmannie. Moje psy bardzo je lubią.
16. Latarka czołowa, bo jak już wspominałam, nawet najkrótszy spacer z psem może się nagle zrobić długi. A wtedy światło się przydaje. Latarka przyda Ci się także, żeby dokładnie obejrzeć psa po niezbyt miłym spotkaniu z innym psem albo z jeżem.
17. Pistolet na kapiszony. Do odstraszania dzików albo bezpańskich psów. Wiem, że niektórzy noszą gaz pieprzowy. Ja też nosiłam i mówię z pełną odpowiedzialnością: nie sprawdza się. Działa tylko z bliska, a więc nie można odstraszyć nim innego zwierzaka zanim zaatakuje, nawdycha się go również nasz pies a także i my jak źle pryśniemy, o co nie jest trudno w zamieszaniu. No i przeterminowuje się po roku, więc kiedy jest potrzebny nie zawsze działa. Pistolet na kapiszony poleciła mi kiedyś inna właścicielka psa i muszę przyznać, że to rozwiązanie idealne. Przestraszy innego psa czy dzika z daleka nie dopuszczając do konfrontacji, nie zrobi nikomu krzywdy, a już na pewno ani Tobie ani Twojemu psu, jest bezpieczny, sam nie wypala, nie przeterminowuje się. Ten na zdjęciu to profesjonalny pistolet hukowy kupiony w sklepie z militariami. Jest malutki i zawsze przekładamy go do kieszeni idąc w teren, żeby był pod ręką. Użyliśmy go kilka razy z pełnym sukcesem.
17. BIS. Nie zauważyłam, że nóż nie dostał numerka. Jest więc jest i nóż myśliwski, który nie służy nam oczywiście do zabijania czegokolwiek, ale do przecinania linek czy gałęzi w które zaplątały się psy albo smycze. Oraz do różnego rodzaju grzebania w ziemi czy ciosania czegoś tam żeby zrobić sobie narzędzie po coś tam. Nie raz się przydał. Tyle powiem.
18. Smartfon z mapą. Oczywiście jak się wybierasz w teren. Bo po osiedlu to mapa się przda tylko po dobrym melanżu. Ale wtedy niech Ci znajomi wbiją pinezkę zanim wyjdziesz z domu :-)
19. Okulary przeciwsłoneczne (kremu z filtrem nie zabieram. Smarujemy się nim w domu. No bo ileż można dźwigać!)

IV. SAMOCHÓD:
Kiedy zabieramy psy na większą wycieczkę, czyli co tydzień, to dodatkowo do samochodu zabieramy:


1. Oczywiście wyżej wspomniany plecak, ale też i drugi, w którym mamy bluzy, czapki czy rękawiczki. Na długie wypady albo w góry ja zabieram też kije do nordic walking, które też mieszczą się w tym drugim plecaku (składają się).
2. Długie smycze (my używamy Flexi, ale mogą być linki, czy cokolwiek co lubicie)
3. Zapasowe buty w woku (żeby można było zdjąć te wybłocone czy przemoczone i wracać wygodnie)
4. Ośmiolitrowy pojemnik wypełniony ciepłą wodą z dodatkiem odrobiny psiego szamponu albo płynu do mycia naczyń, ze słuchawką prysznicową i długim przewodem. Działa na zasadzie ciśnienia (dopompowuje się go powietrzem). Na wypadek jakby pranie w rzece słuchawką z pompką nie wystarczyło. Albo jakby nie było rzeki. Właściwie korzystamy z niego na każdym spacerze, bo nawet jak psy się w niczym nie wytarzają, to się ubłocą. Zmycie tego błota jest łatwe jak się ma ciepłą wodę z mydłem. Piesek do autka wsiada czyściutki. 8 litrów wystarcza na wymycie 2 psów i nas (co jest konieczne po tym jak wymyjemy psy). Bidon jest świetny, ciśnienie wody w słuchawce idealne do mycia, kupiliśmy go w Decathlonie, ale zła wiadomość jest taka, że był na stoisku biwakowym i teraz trzeba czekać rok, aż do lata kiedy znowu rozłożą to stoisko. Ale myślę, że na Allegro można znaleźć podobne.
5. Wielkie ręczniki do wytarcia psów po praniu. I nas. Duuuużo ręczników.
6. Nie ma tego na zdjęciu, ale miejsce gdzie jeżdżą psy mamy też przystosowane, łatwo zmywalne i dodatkowo wyścielone kocami. Wszystko po to, żeby było łatwo sprzątnąć.


Ufff... I to już wszystko. Daj znać w komentarzu czy post był przydatny. A może Ty masz jakieś sprawdzone osprzętowanie, które ratuje Cię w trudnych sytuacjach? Napisz koniecznie. Może i mi się przyda :-)

PS. A jeśli chcesz wiedzieć jak wyglądało moje życie ZANIM się tego wszystkiego dowiedziałam i nauczyłam, zapraszam do lektury moich książek "Psy z piekła rodem, Zdobywca świata" i "Psy z piekła rodem, Odwiedziny w raju". Więcej informacji o nich znajdziesz tutaj lub klikając na zdjęcie poniżej. Kiedy działy się wydarzenia opisane w książkach, moje spacery były bardzo nieprzygotowane. Nie miałam połowy obecnego osprzętu. W efekcie... no cóż. W książkach wciąż po spacerach wracamy brudni. I bardzo na tym cierpi nasze auto...

https://www.psyzpieklarodem.pl/

PS 2. A jeśli lubisz czytać w wersji elektronicznej, to mam dla Ciebie dobra wiadomość. Moje książki można kupić również w postaci e-booków, na przykład TUTAJ.

Komentarze

  1. A propos cmentarza i mycia nagrobków - 10 świetnie poleruje;)
    Niezła lista, nawet sobie nie zdawałam sprawy z istnienia niektórych artykułów tu pokazanych. Super:)

    OdpowiedzUsuń
  2. 59 year old Accountant III Harlie Klagges, hailing from Gimli enjoys watching movies like Vehicle 19 and Handball. Took a trip to Tsingy de Bemaraha Strict Nature Reserve and drives a Bugatti Royale Kellner Coupe. zajrzyj tutaj

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Hej! Dzięki że zdecydowałeś się skomentować ten post. Proszę nie używaj wulgaryzmów ani mowy nienawiści. Każdy komentarz jest przeglądany pod tym kątem przez moderatora, zanim stanie się widoczny. Pozdrowienia!